Nauka prawa w Polsce i w Niemczech

Często zastanawiam się nad tym dlaczego  na polskich uczelniach prawniczych nadal pokutuje styl zakuwania ustaw na pamięć i marnowania czasu na wykładach, który mógłby zostać spożytkowany przez studentów w inny , bardziej owocny sposób.  Jako przykład mogę podać interesujące alternatywy zdobywania wiedzy praktycznej jak: symulację rozpraw sądowych , pisania pism procesowych , projektów ustaw , uzasadnień wyroków sądu.

Czyżby nasze kochane  państwowe uczelnie nie wierzyły w polską,zdolną młodzież , że na siłę się im wciska bierną formę słuchacza ? Tak, wiem o czym piszę, bo sam przez to przechodziłem.  Było nas wielu , którzy w ten sposób terminowali. Profesorowie niczym Prometeusze przynosili nam ten płomień wiedzy ( dla mnie to raczej był dopalający się popiół wyrzucany z pieca :).

Ratunkiem okazało  się dla mnie terminowanie w kancelarii , gdzie było wykorzystywanie na maksa, ale cóż wtedy to było dla mnie czymś wielkim ;)

Zatem wracając do głównego wątku przeze mnie podjętego. Zadam pytanie  komu taki system kształtcenia w Polsce ma służyć ? Skoro absolwenci nie opuszczają murów uczelni jako praktycy ( chociaż powinni ) .. W ten sposób marnowany jest potencjał intelektualny , który w normalnych warunków służyłby dobru ogółu ( brakuje przecież wolontariuszy do pomocy prawnej , która dziś szumnie się nazywa niebieskimi parasolami. Chyba tylko w teorii , bo Polacy nie są nawykli do chodzenia do prawnika :).

Myślę, że kształcenie takie jest sprytnie pomyślane , ażeby nie wykształcić konkurencji. Profesorowie muszą sprzedawać swoje co roku aktualizowane podręczniki ( studenci zaś zmuszani są często przez profesorów do kupowania nowych książek , ponieważ aktywna praca z ołówkiem i flamastrem jest lepsza aniżeli sita learning system :) .

Natomiast w dalszej kolejności pożywkę będą miały korporacje, które każą sobie słono za szkolenie płacić i to marnej jakości , na której powtarzany jest program studiów i kazusy z wydumanymi stanami faktycznymi ( obowiązkowo temat spółek córek w rajach podatkowych :) .

Nie wiem jak inni , ale ja fachu się uczyłem w kancelarii  i to tylko w tej pierwszej, która mnie na całe życie zawodowe ukształtowała . Owszem miałem zmarnowane wszystkie weekendy , ale przynajmniej sam dochodziłem do wszystkiego .

Prawa nie można się nauczyć w takiej formie, jak to proponują uczelnie państwowe . Podobnie jak nie można się nauczyć jeździć samochodem , wkuwając tylko ustawę o ruchu drogowym.

Zawsze podziwiam tych zdolnych mecenasów, którzy już po wejściu klienta od progu kancelarii i opowiedzeniu historii przez klienta , wiedzą , że sprawa będzie do wygrania.  Osobiście chciałbym takie zdolności posiadać, bo zamiast trudzić się w swojej profesji prawniczej , wybrałbym dobrą grę losową , mając pewność , że wygram :)

Znalazłem bardzo ciekawy artykuł Pani Anny Bełcik,  który pokazuje jak nauka prawa powinna wyglądać w rzeczywistości.

Można tam znaleźć też wiele innych artykułów, które dają pewien powiew świeżości , zwłaszcza jeśli chodzi o informatyzację w sądach oraz całego sektora usług prawnych.

http://www.nawokandzie.ms.gov.pl/

Mianowicie edukacja prawnicza w Niemczech podzielona jest na dwa etapy. Według zapisów ustawy o sędziach (Deutsches Richtergesetz), która reguluje podstawy systemu kształcenia prawników, pierwsza ich część to studia zasadnicze, uniwersyteckie. Nie mogą trwać krócej niż trzy i pół roku, zaś ich dokładną długość i program nauczania określają wewnętrzne przepisy poszczególnych landów.

Etap akademicki ma dać studentom fundamenty wiedzy teoretycznej ? od historii prawa, po logikę. W przeciwieństwie do polskiego systemu kształcenia, udział w wykładach, seminariach i ćwiczeniach nie jest obowiązkowy.

Konieczne jest natomiast zaliczenie poszczególnych bloków tematycznych i zdobycie odpowiedniej ilości tzw. Scheinów, czyli zaświadczeń o zdaniu egzaminu. Niemieccy studenci nie mają bowiem indeksów. ? Sporą różnicą w stosunku do polskiego systemu kształcenia jest też aktywny udział studentów w zajęciach.

Nacisk kładzie się na dyskusję i kształcenie umiejętności samodzielnego myślenia, w tym rozwiązywania podsuwanych przez wykładowców problemów ? opowiada Robert Zieliński, asystent w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego, który dwa lata temu w ramach programu Socrates- Erasmus trafił na uniwersytet w miejscowości Oestrich-Winkel.

Na niemieckich uczelniach, od teorii i dogmatów, ważniejsza jest praktyka. Sebastian Marek Górecki w ramach Erasmusa zakończył właśnie drugi semestr prawa na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Wcześniej cztery lata studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz zaliczył kurs w Szkole Prawa Niemieckiego UW. Jak mówi, doświadczenie wyniesione z niemieckiej uczelni pozwoli mu zająć się w przyszłości obsługą prawną podmiotów, które funkcjonują jednocześnie w porządkach prawnych obu państw. W Berlinie nacisk kładzie się na rozwiązywanie kazusów i pisanie opinii prawnych, dlatego Sebastian ma nadzieję, że w pracy łatwo poradzi sobie z wcielaniem niemieckich paragrafów w życie. ? W Niemczech student musi przede wszystkim nauczyć się stosować prawo w praktyce. Już po pierwszym roku studiów jest w stanie z łatwością rozwiązać złożone kwestie, co w Polsce, nawet w kolejnych latach nauki, pozostaje wciąż trudnością ? twierdzi Sebastian.

W Niemczech także forma zaliczania poszczególnych przedmiotów różni się od naszej. Egzaminy pisemne polegają prawie wyłącznie na rozwiązywaniu kazusów ? nie ma testów z wiedzy teoretycznej. Kazusy obecne są też w popularnych tu pracach domowych. Ustna forma zaliczeń pojawia się tylko dwa razy, jako element egzaminów państwowych. Nie trzeba też na pamięć znać wszystkich ustaw i przepisów ? podczas egzaminów kodeksy można mieć przy sobie, jako materiał źródłowy. Warto wiedzieć, że są to kodeksy znacznie bardziej rozbudowane, niż ich polskie odpowiedniki.

Jak ten chory system zmienić ? Szansę upatruję w uczelniach prywatnych, które już teraz bardzo mocno podgryzają studentów państwowych uczelni i bardzo dobrze. Mam zresztą porównanie jak funkcjonują takie uczelnie i wróżę im świetlaną przyszłość.

Niech im się wiedzie jak najlepiej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Nauka prawa w Polsce i w Niemczech

  1. Damian, ciekawy wpis popełniłeś :)

    O tym, że szansa zmiany na lepsze może przyjść ze strony uczelni prywatnych podkreślał także Fryderyk Zoll w swojej arcyciekawej książce ‘Jaka szkoła prawa? Czy amerykańskie metody nauczania prawa mogą być przydatne w Polsce?

    Że nie jest dobrze z tym kształceniem, to wie każdy.Zoll bardzo krytycznie potraktował ‘nasz system’ i słusznie :), ale zrobił coś więcej pokazał pomysł na ‘polską szkołę prawa z prawdziwego zdarzenia’ wskazując alternatywne metody kształcenia prawników.

    Damian, bardzo ciekawy wpis. Fajnie, że poruszyłeś ten temat.

    Pozdrawiam.
    Renata
    http://www.ZnakiTowarowe.net
    http://www.TłumaczeniaPrawnicze.com.pl

  2. Robert Frey pisze:

    Bardzo optymistyczna wizja, tylko pojawia jedno ale. Co z tego, że zajęcia będą w formie kazusów, pism procesowych, jeżeli nie przygotują do dalszej edukacji prawniczej? Egzamin na aplikacje, rozwiązywanie testów ze znajomości ustaw. Egzamin końcowy po aplikacji sprawdzający przygotowanie zawodowe – test, a potem dopiero apelacja itd. A zadajmy sobie pytanie o przygotowanie osoby, która idzie na studia prawnicze w Polsce i Niemczech. Nie wiem czy tam też od malenkości testy? Ma ktoś wiedzę na ten temat? Nie da się zrobić reformy studiów prawniczych w oderwaniu od całości kształcenia. Żeby był prawnik kiedyś wpierw musi nauczyć czytać ze zrozumieniem, a z tym coraz gorzej.

    pozdrawiam
    Robert Frey

Dodaj komentarz