“30 godzin praktyk w tygodniu to za mało dla przyszłego radcy?” – sowietyzacja prawa w praktyce

“30 godzin praktyk w tygodniu to za mało dla przyszłego radcy? – Ironicznie można to skomentować, że jeszcze “jakimś tam” doktorom prawa zachciało się przynależeć do korporacji – gorący komentarz po jeszcze bardziej absurdalnym wyroku WSA, który właściwie nie mógł wydać innego orzeczenia, bo musiał się trzymać literalnego brzmienia określonych norm prawnych.

Wedle samorządów prawniczych i wydaje się również dla “racjonalnego ustawodawcy” doktor prawa to nie prawnik, co oczywiście jest sprzeczne z ustawą o szkolnictwie wyższym, bo tytułem zawodowym określanym jako prawnik jest mgr prawa tj. po odbyciu jednolitych, studiów prawniczych ( w USA wystarczą 3 lata po koledżu, a w cywilizowanej Europie prawnikami są już bakałarze prawa czyli odpowiednik naszego licencjata).

Można zachodzić w głowę jak doktorzy prawa w ogóle mają czelność nauczać innych, w tym aplikantów z korporacji prawniczych; występować jako eksperci prawa w programach publicystycznych ;) Idąc tym tokiem rozumowania ustawodawcy i samorządów – limit godzin powinien być zwiększony do około 60 godzin w tygodniu;) Nauczanie innych to przecież nie jest stosowanie prawa – racjonalny ustawodawca jest jak wielki brat, który czuwa

http://prawo.rp.pl/artykul/757746,1132113-30-godzin-praktyk-w-tygodniu-to-za-malo-dla-przyszlego-radcy.html

Warto też przypomnieć ową racjonalność ustawodawcy w linku poniżej http://m.lublin.gazeta.pl/…/1,106513,12975931,Ma_27_lat…

Czy w praktyce często zdarzają się umowy o pracę na pełen etat w kancelariach korporacyjnych dla doktorantów, gdzie sami aplikanci nie mogą znaleźć pracy, bo nikt nie chce kogoś z okienkiem w tygodniu, który na dodatek nie przynosi nowych spraw? Dzieje się to niezmiernie rzadko i to jeszcze jest praca po znajomości u koleżanki czy kolegi po fachu. Szkoda, że korporacje w ogóle nie zakażą pracy doktorom prawa na cały etat, bo już dochodzimy do takich paradoksów;)

Już nie mówiąc o iluzorycznym patronacie korporacyjnym, gdzie często aplikant na oczy nie widzi pryncypała, a swoją pierwszą apelację pisze na egzaminie korporacyjnym. Te przepisy przecież są wewnętrznie sprzeczne i do tego niekonstytucyjne.

W tym orzeczeniu WSA musiał się trzymać literalnego brzmienia przepisów, bo ustawodawca nie dał żadnej furtki w tym zakresie. Tylko trzeba logicznie patrzeć, że zostało to specjalnie pomyślane w ten sposób, żeby doktorant/doktor prawa, który pracuje na uczelni na etat musiał jeszcze przepracować po 8 godzin w kancelarii i to często u osoby bez tytułu naukowego czyli magistra prawa, co jest fizycznie awykonalne i trzeba chylić czoło przed takimi osobami, które tego dokonują kosztem swojego prywatnego życia.

Każdy dzień pracy u doktora prawa to często de facto kilkanaście godzin pracy. To w naszym kraju są tylko takie paradoksy, że korporacja osłabia swoje siły z kadry naukowej, bo jak widać nie liczy się wiedza i dorobek naukowy, wydane publikacje, umiejętności wykładowcy i pedagogiczne, które mogłyby się przydać właśnie na aplikacjach korporacyjnych. Podobnie było ze szkołą prawa procesowego, gdzie uczono aplikantów fachu, a u samorząd to uznał jako czyn nieuczciwej konkurencji.

Oczywiście pozostaje skarga do Naczelnego Sądu Administracyjnego i przedstawienie Trybunałowi Konstytucyjnemu pytania prawnego w zakresie konstytucyjności przepisu i naruszenia m.in. zasady proporcjonalności. Warto było też już w skardze do WSA sprecyzować pytanie prawne w przedmiocie niekonstytucyjności tego przepisu w zakresie z zasadą proporcjonalności, zasadą prawidłowej legislacji, zasadą demokratycznego państwa prawa etc.

Zasada proporcjonalności (inaczej zakaz nadmiernej ingerencji w sferę praw i wolności jednostki ) na co zwracał uwagę śp. dr Janusz Kochanowski w swojej skardze, cofniętej później przez obecną RPO prof. I. Lipowicz w zakresie niekonstytucyjności przymusowej przynależności prawników do korporacji.

“Zasadę proporcjonalności TK wyprowadza z dwóch źródeł, tj. z art. 2 (zasada demokratycznego państwa prawnego) oraz art. 31 ust. 3 Konstytucji, a ściślej tej jego części w której stanowi się, że ograniczenia wolności i praw konstytucyjnych są dopuszczalne tylko gdy są konieczne w demokratycznym państwie prawnym oraz dla ochrony wartości wymienionych w tym przepisie bezpieczeństwo lub porządek publiczny, ochrona środowiska, zdrowie i moralność publiczna, wolności i prawa innych osób

Zasada proporcjonalności oznacza zatem, że ograniczenie wolności i praw jednostki jest dopuszczalne pod warunkiem, że: 1. wprowadzane ograniczenie jest konieczne dla ochrony którejś z wartości wymienionych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP; 2. wprowadzane ograniczenie jest konieczne dla realizacji założonego przez ustawodawcę celu (nie można go zrealizować za pomocą innych metod) ? wymóg konieczności ograniczeń 3. wprowadzane ograniczenie jest w stanie doprowadzić do zakładanego przez ustawodawcę celu ? wymóg adekwatności ograniczeń 4. wprowadzane ograniczenie nie jest nadmierne- to znaczy, że istnieje rozsądna proporcja między wynikającymi z niego uciążliwościami dla jednostki a możliwymi do osiągnięcia efektami zakładanymi przez ustawodawcę ? wymóg proporcjonalności sensu stricto ograniczeń

– bardziej rygorystycznie tę zasadę TK ujmuje odnośnie praw i wolności osobistych i politycznych, natomiast większą swobodę , zdaniem TK, ma ustawodawca w przypadku ograniczeń praw i wolności ekonomicznych, socjalnych i kulturalnych; – zasadą proporcjonalności jest zasadą, która bardzo często służy Trybunałowi do stwierdzenie niekonstytucyjności badanych przepisów prawnych.”

Opisując to najprościej “racjonalny” ustawodawca nie uwzględnia, że prawnik to nie pracownik fizyczny, który stoi na taśmie produkcyjnej i składa jak robot elementy .. Dla ustawodawcy pracownik fizyczny równa się prawnikowi, który jest zawodem stricte intelektualnym. Prawnik musi akord 8 godzinny odbębnić, wpisać się na listę obecności w kancelarii, bo inaczej ta wiedza do głowy mu nie wejdzie. Zwłaszcza w tych ostatnich godzinach każdego dnia A później po skończonej pracy taki prawnik sam ma uczyć aplikantów i studentów; tylko w jakiej uczelni zajęcia odbywają się popołudniami dla takiego doktoranta czy doktora/adiunkta? Trzeba pomyśleć trochę logicznie. Przecież to są czyste idiotyzmy, sprzeczności i paradoksy, które dyskwalifikują te przepisy, a to się nazywa sowietyzacja prawa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii nauka prawa, szkolenie prawników, orzecznictwo, rynek i marketing usług prawnych i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *